(13.03.2024, 10:23)lumberjack napisał(a): Obie są mocno chujowe!
Ale nie równo chujowe. Bo szkoda wynikająca z tego, że może jakiś celebryta jest wkurwiający nie jest porównywalna ze szkodą kogoś, kto doświadcza problemów i nie może otrzymać potrzebnej pomocy.
Cytat:A nie może być taka kultura, w której ludzie z prawdziwymi traumami, nie są ośmieszani i idą do psychologa/psychiatry?
W teorii, w której każdy człowiek jest zawsze podejmującą właściwe i racjonalne decyzje idealnie sferyczną kurą w próżni — może. W praktyce, w której ludzie patrzą i naśladują jakieś tam publiczne wzorce — raczej nie.
Poza tym, jak to sobie wyobrażasz? Żebyśmy mieli kulturę, w której ludzkie szukanie pomocy jest nieośmieszane wtedy i tylko wtedy, gdy ta osoba naprawdę pomocy potrzebuje, musielibyśmy jakoś nadać szerokiej publicznej opinii zdolność rzetelnego diagnozowania problemów. Chcesz wysłać całe społeczeństwo na studia psychologiczne, czy jak?
(13.03.2024, 09:33)zefciu napisał(a): Pytanie, co jest gorsze — kultura, w której osoby, które mają rzeczywiste traumy są z tego powodu ośmieszane i nie szukają pomocy. Czy też kultura, w której celebryci obnoszą się ze swoimi, czasami wydumanymi traumami, co może i nas wkurwiać, ale jakoś tam zdejmuje to odium z osób, które naprawdę potrzebują pomocy. Bo ja, mimo wszystko, wolę tę drugą.
Jakoś mi się to nie spina - jak osoba, która ma faktycznie problemy, może być ośmieszana, jeśli pójdzie na terapię zamiast żalić się publicznie? Jeśli ktoś się publicznie żali zamiast iść na terapię to jakoś trudno mi uwierzyć, że faktycznie ma problemy; a jeśli ktoś się nie żali to nie może być ośmieszany z powodu swoich problemów.
"All great men should be haunted by the fear of not living up to their potential.
All loyal men should be haunted by the fear of not having done enough for their country.
All honourable men should be haunted by the fear of not having lived a life worthy of those men who came before us." Sigurd
(13.03.2024, 11:33)Socjopapa napisał(a): Jakoś mi się to nie spina - jak osoba, która ma faktycznie problemy, może być ośmieszana, jeśli pójdzie na terapię zamiast żalić się publicznie? Jeśli ktoś się publicznie żali zamiast iść na terapię to jakoś trudno mi uwierzyć, że faktycznie ma problemy; a jeśli ktoś się nie żali to nie może być ośmieszany z powodu swoich problemów.
Ale ja nie twierdzę, że osoba, która ma problemy ma się żalić publicznie. Chodzi mi o to, że jeśli mamy w kulturze atmosferę mówienia o problemach swobodnie, to osoba, która ma problemy nie będzie się wstydziła poprosić o pomoc i może np. przyznać się przed tym przed bliskimi i znajomymi.
(13.03.2024, 09:33)zefciu napisał(a): Pytanie, co jest gorsze — kultura, w której osoby, które mają rzeczywiste traumy są z tego powodu ośmieszane i nie szukają pomocy. Czy też kultura, w której celebryci obnoszą się ze swoimi, czasami wydumanymi traumami, co może i nas wkurwiać, ale jakoś tam zdejmuje to odium z osób, które naprawdę potrzebują pomocy. Bo ja, mimo wszystko, wolę tę drugą.
Tak w dygresji od dygresji, to jest pytanie, które sobie często stawiam w obliczu tego "nowego pięknego świata" w porównaniu ze "starymi dobrymi czasami". Czy wolę świat, w którym od czasu do czasu jakieś pierdoły mnie wkurwiają? Albo czy wolę przeszłość, w której ludzie za takie i podobne pierdoły byli cwelowani?
No i jakoś wychodzi mi najczęściej na to, że jednak wolę to pierwsze. Może dlatego na stare lata tak mnie na lewo odchyliło. Od czasu do czasu porantuję sobie na co bardziej wkurwiające bzdety, ale na końcu dnia i tak bym akceptował mój wkurw nad wpierdol innym. Moje ego to przeżyje, co nie zawsze można mówić o integralności fizycznej i psychicznej osób mających te pierdoły, na serio czy urojone, however.
Wszystko ma swój czas
i jest wyznaczona godzina
na wszystkie sprawy pod niebem
Spoiler!
Jest czas rodzenia i czas umierania, czas sadzenia i czas wyrywania,
czas zabijania i czas leczenia, czas burzenia i czas budowania,
czas płaczu i czas śmiechu, czas zawodzenia i czas pląsania,
czas rzucania kamieni i czas ich zbierania, czas pieszczot i czas wstrzymania,
czas szukania i czas tracenia, czas zachowania i czas wyrzucania,
czas rozdzierania i czas zszywania, czas milczenia i czas mówienia,
czas miłości i czas nienawiści, czas wojny i czas pokoju.
(13.03.2024, 10:49)Iselin napisał(a): Powinna być taka kultura, w której ludzie z prawdziwymi traumami nie są ośmieszani i idą do psychologa/psychiatry. Natomiast ci celebryci z udawanymi traumami są jakby efektem ubocznym, który pewnie zawsze będzie istniał. Natomiast nie wiem, czy mają jakiś pozytywny wpływ. Jeśli chodzi o traumy prawdziwe, to rzeczywiście ludzie mogą się ośmielić iść do psychologa, skoro sławna osoba też to ma, natomiast w przypadku udawanych traum, raczej sporo osób zaczyna uważać, że to widocznie nic strasznego taka trauma, skoro wydaje się, że prawie każdy ją ma.
A te udawane traumy to aby nie zanik rytualizmów? W końcu każde społeczeństwo miało wypracowane techniki radzenia sobie ze stratą, traumą i innymi ciężkimi przeżyciami. Dzisiaj neorytuałem jest sesja terapeutyczna, ale to nie ma takiego samego ciężaru jak pokuty, żałoby itp. zachowania.
(13.03.2024, 11:33)Socjopapa napisał(a): Jakoś mi się to nie spina - jak osoba, która ma faktycznie problemy, może być ośmieszana, jeśli pójdzie na terapię zamiast żalić się publicznie? Jeśli ktoś się publicznie żali zamiast iść na terapię to jakoś trudno mi uwierzyć, że faktycznie ma problemy; a jeśli ktoś się nie żali to nie może być ośmieszany z powodu swoich problemów.
Wszystko zależy od skali i rodzaju problemu. No i od charakteru i wychowania. Widziałem ludzi, którzy mieli oparcie w rodzinie i problemy rozpracowywano na bieżąco, w skutek czego ludzie dawali sobie radę świetnie i terapia nie była potrzebna. Widziałem starsze pokolenie, które żałobę przeżywało rytualnie. Dosłownie. Był czas na opłakanie, seria dziwnych zachowań jak zasłanianie lusterek, wyprowadzanie trumny z domu, ostatnie pożegnanie na cmentarzu, modlitwy i... już. Tematu nie ma, wraca normalne życie. Widziałem też ludzi, których społeczne presje pogięły i uniezdatniły do życia. Widziałem takich, których społeczne presje śmieszyły i po swojemu i ostentacyjnie robili wszystko. I ciężko u nich o traumy na wierzchu a kilka przypadków to i PTSD powinno mieć. Wszystko zależy.
Cytat:Ale ja nie twierdzę, że osoba, która ma problemy ma się żalić publicznie. Chodzi mi o to, że jeśli mamy w kulturze atmosferę mówienia o problemach swobodnie, to osoba, która ma problemy nie będzie się wstydziła poprosić o pomoc i może np. przyznać się przed tym przed bliskimi i znajomymi.
Też nie do końca. W końcu w atmosferze, która odbiera ciężar przeżyciom i wszystko spłyca prawdziwe problemy tracą na powadze. Pokolenie Płatków Śniegu choćby. Tutaj zaszło wyróżnienie takowego zjawiska pokoleniowego ponieważ, waga między problemami została zatarta. Skutkiem tego i pomoc nie daje wiele, bo terapia to produkt, zgnębiony człowiek to konsument.
(13.03.2024, 09:33)zefciu napisał(a): Pytanie, co jest gorsze — kultura, w której osoby, które mają rzeczywiste traumy są z tego powodu ośmieszane i nie szukają pomocy.
Czy też kultura, w której celebryci obnoszą się ze swoimi, czasami wydumanymi traumami, co może i nas wkurwiać, ale jakoś tam zdejmuje to odium z osób, które naprawdę potrzebują pomocy. Bo ja, mimo wszystko, wolę tę drugą.
Ale istnieje też trzecia opcja - posiadanie odpowiednio grubej skory, która czyni człowieka odpornym na sekowanie ze strony otoczenia.
I brania swoich spraw na swoją klatę.
To mi najbardziej pasi - taka trochę zapomniana rycerska cnota.
Kiedy w podstawówce jeden kozak zaczął wyżywać się na naszym koledze (grubasie zresztą), to nie biegliśmy z płaczem do terapeutów, tylko zmówiliśmy się we czterech i daliśmy koleżce niezły łomot, że potem omijał nas szerokim łukiem.
Ale to dawno było.
(13.03.2024, 22:56)Sofeicz napisał(a): Ale istnieje też trzecia opcja - posiadanie odpowiednio grubej skory, która czyni człowieka odpornym na sekowanie ze strony otoczenia.
No dla człowieka, który generalnie nie widzi dalej niż koniec własnego nosa taka opcja jak najbardziej istnieje. Ale inni mogą zauważać, że ludzie są różni, ich sytuacje są różne i ich cechy psychiczne również są różne. W tej sytuacja Twoja rada brzmi trochę jak to zalecenie dotyczące podrywania kobiet „nie bądź brzydki, bądź ładny”, czy najlepsza rada finansowa o treści „nie bądź biedny”.
Cytat:To mi najbardziej pasi - taka trochę zapomniana rycerska cnota.
Ja nie widzę, żeby była jakoś zapomniana. Nadal widzimy, że osoby, które są gotowe postawić się niesprawiedliwości uznawane są za godne pochwały. Po prostu trzeba mieć świadomość, że nie jest naszym celem świat składający się w 100% z aktywistów.
Taka "postchrystusowa" popkultura w stylu: "popatrz, posłuchaj jak cierpiałem", ewentualnie "meToo cierpiałem bardziej niż ty i za ciebie". Gdyby symbol ukrzyżowanego nie był związany z chrześcijaństwem, to mógłby z powodzeniem być symbolem takiego pokazowego "traumo-cierpiętnictwa".
(14.03.2024, 08:32)Mapa Burzowa napisał(a): "meToo cierpiałem bardziej niż ty i za ciebie".
No nie — tutaj już mamy przekroczenie granicy obrzydliwości. Bo niby jaką „cnotą rycerską” ma się wykazać kobieta, którą ktoś molestuje wykorzystując stosunek podwładności. Tutaj przecież najlepszym i najodważniejszym co może zrobić jest właśnie poskarżenie się, a nie „wykazywanie grubą skórą”.
14.03.2024, 08:53 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.03.2024, 09:15 przez Użytkownik 12232.)
Wahałem się, czy nie zapisać tego tak: "meToo (tutaj dowolna trauma)" - dowolna, czyli ocean niezwiązanych z #meToo, zamierzałem to teraz poprawić. Już nie poprawię.
Proszę o usunięcie tego wątpliwego posta w całości i ostrzeżenie.
(13.03.2024, 22:56)Sofeicz napisał(a): Ale istnieje też trzecia opcja - posiadanie odpowiednio grubej skory, która czyni człowieka odpornym na sekowanie ze strony otoczenia.
I brania swoich spraw na swoją klatę.
To mi najbardziej pasi - taka trochę zapomniana rycerska cnota.
Kiedy w podstawówce jeden kozak zaczął wyżywać się na naszym koledze (grubasie zresztą), to nie biegliśmy z płaczem do terapeutów, tylko zmówiliśmy się we czterech i daliśmy koleżce niezły łomot, że potem omijał nas szerokim łukiem.
Ale to dawno było.
No własnie, dawno było. Kiedyś w szkole dostałeś wpierdol albo sam komuś spuściłeś baty i po problemie. Dzisiaj młodzież musi się zmagać ze znęcaniem 24/7 gdyż jest w sieci. Nie kończy się gdy wychodzisz ze szkoły. Jeśli coś odwalisz, to możesz stać się pośmiewiskim całej szkoły w 5 minut jak ktoś podzieli się w mediach społecznościowych jakimś zdjęciem czy filmikiem. Nie biegaliście z płaczem do terapeutów gdyż był to wstyd, szczególnie dla faceta. Zapijało się swoje smutki i problemy w alkoholu ( przypominają mi się te obrazki z dzieciństwa z zarzyganymi twardzielami na ławeczkach o poranku) i w ogóle się o nich nie rozmawiało. Ciągle się wiele nie rozmawia więc pewnie dlatego statystyka samobójstw tak wzrosła od czasów powojennych -dlaczego tak jest, skoro jest podobno coraz łatwiej?
Najgorze jest słuchać starszego pokolenia które twierdzi, że oni wiedzą lepiej gdyż oni sobie poradzili, dzisiaj ludzie są miękcy a w ogóle to przecież celebryci nakręcają całą bańkę traumatyczną. Tak samo pewnie mówili dziadkowie o ojcach i pradziadkowie o dziadkach ( ta dzisiejsza młodziesz powojenna to jest miękka, my to nawet lekarzy nie mieliśmy itd).
Mamy inne czasy, inne społeczeństwo, inne problemy i inne rozwiązania. Akurat rozmawianie o swoich trudnościach jest najlepszą rzeczą, jaką można zrobić.
W ogóle nie kojarzę, żeby w PRL-u były jakieś tłumy terapeutów, do których można było chodzić. Może dlatego nie chodzili.
- Myślałem, że ty nie znasz lęku.
- Mylisz się. Lęku nie zna tylko głupiec.
- A co robi wojownik, kiedy czuje strach?
- Pokonuje go. To jest w każdej bitwie nasz pierwszy martwy wróg.
(14.03.2024, 09:09)Osiris napisał(a): No własnie, dawno było. Kiedyś w szkole dostałeś wpierdol albo sam komuś spuściłeś baty i po problemie.
Weź nie pierdol. Widocznie nigdy nie dostałeś tak porządnie wpierdol, nie od jednej osoby, ale od całej klasy. Nigdy nie doświadczyłeś ośmieszania publicznie, upokarzania, wyzywania tak, że cię skręcały kiszki. Zdrady zaufania za każdym pierdolonym razem, kiedy już myślałeś, że nie, tym razem to może nie będzie to samo co zwykle. Weź te swoje gadki o "dostawałeś wpierdol i sam wpierdalałeś" wsadź sobie w rzyć, bo nie masz pojęcia, o czym mówisz. Ja dziś dochodzę do pięćdziesiątki i ciągle czuję, jak to mi psychę zrypało. Ciągle widzę, jak w kontaktach z innymi facetami zawsze oczekuję ataku, zdrady, podcięcia nogi, jak to mi na psychę leci i kształtuje zachowanie, jak drobne wydarzenia wrzucają mnie spowrotem do podstawówki.
I nie, nie wmówił mi to żaden terapeuta ani inny psychomaniak, sam reflektuję nad moimi "dziwactwami" w kontaktach socjalnych, dlaczego nigdy nie potrafiłem zaufać i do dziś nie potrafię drugiej osobie. A wiem przy tym, że nawet nie jestem na końcu skali, bo u mnie to było w większości psychiczne znęcanie, że są przypadki gorsze.
Cytat:Najgorze jest słuchać starszego pokolenia które twierdzi, że oni wiedzą lepiej gdyż oni sobie poradzili, dzisiaj ludzie są miękcy a w ogóle to przecież celebryci nakręcają całą bańkę traumatyczną.
No nie wiem, czy Twoja powyższa gadka była teraz sarkazmem czy nie, bo dokładnie tak samo pisałeś przed chwilą. Następnym razem może oznacz jakimś "/s". Na razie zostawiam swój powyższy rant bez edycji. Potraktu to jako rant do osoby opisanej jak wyżej.
Cytat:Mamy inne czasy, inne społeczeństwo, inne problemy i inne rozwiązania. Akurat rozmawianie o swoich trudnościach jest najlepszą rzeczą, jaką można zrobić.
Powiem tyle, uczymy się rozmawiać. Kształtujemy język, żeby komunikować o tych problemach. Dla niektórych jest to nowomowa, dla innych po prostu uzupełnianie braków językowych po tym wielowiekowym milczeniu.
Wszystko ma swój czas
i jest wyznaczona godzina
na wszystkie sprawy pod niebem
Spoiler!
Jest czas rodzenia i czas umierania, czas sadzenia i czas wyrywania,
czas zabijania i czas leczenia, czas burzenia i czas budowania,
czas płaczu i czas śmiechu, czas zawodzenia i czas pląsania,
czas rzucania kamieni i czas ich zbierania, czas pieszczot i czas wstrzymania,
czas szukania i czas tracenia, czas zachowania i czas wyrzucania,
czas rozdzierania i czas zszywania, czas milczenia i czas mówienia,
czas miłości i czas nienawiści, czas wojny i czas pokoju.
bert04 napisał(a):Weź te swoje gadki o "dostawałeś wpierdol i sam wpierdalałeś" wsadź sobie w rzyć, bo nie masz pojęcia, o czym mówisz.
Podejrzewam, że ma doskonałe pojęcie, tylko zawsze stał po drugiej stronie wpierdolu, przez co skalibrował sobie mózg do myślenia, że skoro on tak może, to każdy głupi może, więc jeśli głupi robi inaczej, to wpierdol, jaki dostanie, będzie zasłużony. I teraz uważaj: tego typu myślenie, to jest wędka. Jeżeli Ty wolisz rybę, no to cóz; do końca życia będziesz się opłacał jakiemuś terapeucie, czy innemu sensejowi w dojo i będziesz miał z tego okrągłe gówno. Bo czepiasz się mentalu ofiary jak - wybacz - pijany płotu. Przejść na drugą stronę szyby? Nieee, gdzieee; to by przecież było niemoralne. Nawet, jeżeli po drugiej stronie szyby nikt już nikomu wpierdolu nie spuszcza, choć każdy to potrafi i przyznaje sobie do tego prawo w przypadku przypadku (znowu zagadka, nie?)
Twoja sprawa, co z tym teraz zrobisz, ale osobiście, po opierdoleniu forumowej waadzy z duszy, serca, jeszcze tego samego dnia byłem w stanie wypowiadać się płynnie w realu, pierwszy raz chyba od dwudziestu lat. Bo wszystko rozbija się o poczucie osobistej, pardon, sprawczości, w kontrze do bezradności. Tego nie da się dostać od nikogo w prezencie; to trzeba wywalczyć sobie samodzielnie w szczerej, nieudawanej konfrontacji z jakimś wrogiem. Prawica to rozumie, a lewica się o to obraża.
(14.03.2024, 18:20)ErgoProxy napisał(a): Tego nie da się dostać od nikogo w prezencie; to trzeba wywalczyć sobie samodzielnie w szczerej, nieudawanej konfrontacji z jakimś wrogiem. Prawica to rozumie, a lewica się o to obraża.
Tylko nie rozumiem, dlaczego ta prawica lubi sobie wybierać na wroga osoby najsłabsze. Mnie to schlebia, że jestem jakimś strasznym i groźnym potworem, z którym konfrontacja działa terapeutycznie. O Tobie też to świadczy, że chcesz zadzierać z „waadzą”, bo większość prawaków waadzy liże buty. Ale od ofiar gwałtów i przemocy się jeden z drugim odpierdolcie.
(14.03.2024, 09:40)Iselin napisał(a): W ogóle nie kojarzę, żeby w PRL-u były jakieś tłumy terapeutów, do których można było chodzić. Może dlatego nie chodzili.
Byli, ale raczej w środowisku akademickim i intelektualistów. Normalsi nie korzystali bo do dziś na wsi psycholog i psychiatra to takie cóś od czubków i żółtych papierów. I kosztowało pieniądze.
(14.03.2024, 10:36)bert04 napisał(a):
(14.03.2024, 09:09)Osiris napisał(a): No własnie, dawno było. Kiedyś w szkole dostałeś wpierdol albo sam komuś spuściłeś baty i po problemie.
Weź nie pierdol. Widocznie nigdy nie dostałeś tak porządnie wpierdol, nie od jednej osoby, ale od całej klasy. Nigdy nie doświadczyłeś ośmieszania publicznie, upokarzania, wyzywania tak, że cię skręcały kiszki.
No ja wpierdolu nie doświadczyłem nigdy. Zakładam, że sto kilo wagi od gimbazy i wzrost nieco ponadrocznikowy robiły swoje. Charakter też mam dziwny. Ośmieszania i wyzwisk za to notorycznie. Z powodu biedy, wagi, ocen i miliarda innych powodów z dupy. Sęk w tym, że na którymś etapie wykształciło się coś co po prostu nie pozwalało odczuwać upokorzenia. Może mam rozdęte ego (taką opinię usłyszałem na moje luźne podejście do zaczepek). Może to maybelline, nie wiem. Lata temu poczułem, że jestem sam, że nie ma dla mnie znaczenia ani mój wygląd, ani zamożność ani cokolwiek innego, co jest wyznacznikiem dla osób tak płytkich i nie mających w zasadzie niczego co cenię, w głowie.
Cytat:Zdrady zaufania za każdym pierdolonym razem, kiedy już myślałeś, że nie, tym razem to może nie będzie to samo co zwykle. Weź te swoje gadki o "dostawałeś wpierdol i sam wpierdalałeś" wsadź sobie w rzyć, bo nie masz pojęcia, o czym mówisz. Ja dziś dochodzę do pięćdziesiątki i ciągle czuję, jak to mi psychę zrypało.
Tu się zgodzę. To zmienia utrudnia zaufanie, przekraczanie pewnych progów w relacjach ale też odpuszczanie i wybaczanie. Przynajmniej u mnie. Do dziś nienawidzę manipulanctwa, grupowych zmów, stronnictw i ploteczek. Pewnie dlatego robię za fizola zamiast brylować na uczelni. To wypacza społecznie na jakimś podstawowym poziomie.
Cytat:Ciągle widzę, jak w kontaktach z innymi facetami zawsze oczekuję ataku, zdrady, podcięcia nogi, jak to mi na psychę leci i kształtuje zachowanie, jak drobne wydarzenia wrzucają mnie spowrotem do podstawówki.
Ja widać miałem farta, bo miałem przyjaciela od serca w podstawówce, potem kilku dobrych kolegów w gimbazie. Liceum to była porażka, bo się pokracznie rozwijałem intelektualnie i mogłem się dogadać czy raczej pogadać z jednym amatorem artystą z zawodówki i zadziwiająco inteligentnym socjopatą. Poza tym tylko z dziewczynami się dogadywałem i tak w zasadzie zostało. Ja po prostu nie lubię być wśród facetów, bo większość jest płytka i jak ma partnerkę a mnie naturalnie przychodzi łapanie kontaktu z niewiastami to szybciej niż szybko coś się gotuje pod kopułą i zaczyna się standardowy tryb zazdrości. A serio nie ma z mojej strony celowego podrywu czy flirtu.
Cytat:I nie, nie wmówił mi to żaden terapeuta ani inny psychomaniak, sam reflektuję nad moimi "dziwactwami" w kontaktach socjalnych, dlaczego nigdy nie potrafiłem zaufać i do dziś nie potrafię drugiej osobie. A wiem przy tym, że nawet nie jestem na końcu skali, bo u mnie to było w większości psychiczne znęcanie, że są przypadki gorsze.
Są, wiem, że to formatki z których nie wiem czy da się wyjść. U mnie to ewoluuje. To dalej te same przyczyny, reakcje i odpowiedzi na nie, ale pod wpływem warunków i zamierzeń, doświadczeń to się zmienia. Nie wiem czy na lepsze, bo mam spaczony charakter i jestem zawzięty i uparty. Ale to nie jest nic dobrego, bo wbija w dwa tryby walcz albo uciekaj w sytuacjach, które nie powinny być nawet w pobliżu tego włącznika.
Cytat:Powiem tyle, uczymy się rozmawiać. Kształtujemy język, żeby komunikować o tych problemach. Dla niektórych jest to nowomowa, dla innych po prostu uzupełnianie braków językowych po tym wielowiekowym milczeniu.
Ejej. To nie było milczenie. Myśmy na własne życzenie pozbyli się pierwotnych rytuałów, które kształtowały ludzkie zachowania. Wszystkie rytuały przejścia, żałoby, narodzin itd. to uległo zatarciu i nie mamy nic lepszego w to miejsce.
(14.03.2024, 21:16)zefciu napisał(a):
(14.03.2024, 18:20)ErgoProxy napisał(a): Tego nie da się dostać od nikogo w prezencie; to trzeba wywalczyć sobie samodzielnie w szczerej, nieudawanej konfrontacji z jakimś wrogiem. Prawica to rozumie, a lewica się o to obraża.
Tylko nie rozumiem, dlaczego ta prawica lubi sobie wybierać na wroga osoby najsłabsze. Mnie to schlebia, że jestem jakimś strasznym i groźnym potworem, z którym konfrontacja działa terapeutycznie. O Tobie też to świadczy, że chcesz zadzierać z „waadzą”, bo większość prawaków waadzy liże buty. Ale od ofiar gwałtów i przemocy się jeden z drugim odpierdolcie.
Ja widzę tutaj niezrozumienie na poziomie meta. Ergo o łamaniu strachu przed konfrontacją, zefciu o zjebach z brakami emocjonalnymi. Tak to się nie dogadacie. Pewnie, że na tzw. prawicy pełno jest zjebów bez empatii, ale Ergo nie o nich mówi, tylko o modus operandi nietzscheańskiego nadczłowieka. Przynajmniej ja to tak rozumiem. O tym, że w brutalnym świecie trzeba przyjąć świadomą postawę przetrawienia i przetrwania bólu, choćby wielkiego, tak aby uwierzyć we własną wartość płynącą z niezbywalnego poczucia, że jest się wartościowym mimo, że czyny i słowa innych mogą w to uderzać. No i o ile gwałt i przemoc tak jak się to rozumie potocznie to rzeczy piekielnie trudne do przetrwania to właśnie na tym etapie następuje przejście semantyczne, które generuje niezrozumienie. Bo obecnie gwałtem i przemocą może być subiektywne zachowanie, które nie ma nawet podtekstu przemocowego, ale na skutek sfokusowania "płatka śniegu" na wyobcowaniu staje się subiektywnym problemem tej samej wagi co gwałt i przemoc. Sęk w tym, że to rozwala cały system społeczny, bo wszystko jest jak w tej bajce o Jasiu i wilku w miasteczku. Jaś, który krzyczy bez powodu "Wilk! Wilk!" sprawia, że jak wilk się pojawia to wszyscy mają to gdzieś. Bo ciężar oceny zagrożenia i radzenia sobie przechodzi z poziomu rozpoznania wzorca zagrożenia na subiektywne odczucia. Naszym zadaniem jest jednak sprawienie, żeby Wilki odstrzelać mimo wszystko. Żeby nie było, taki przykład:
Lęk przed jajkiem sadzonym. To realny problem dla dziewczyny, która ze strachu mdleje na widok jaja. Pokonanie tej fobii to będzie osobisty sukces tej osoby. Niemniej zakaz spożywania jajek sadzonych, bo subiektywnie kogoś niepokoi i uraża nie ma sensu. Ale przecież, gdyby jakiś medialnie znaczący odsetek ludzi zaczął głosić, że im to przeszkadza to na lewicy subiektywizm jednostek byłby przedstawiany jako argument przeciw jajkom w przestrzeni publicznej. Na prawicy zaś nie, bo zjawisko smażenia sadzonych jaj nie jest samo w sobie złe czy krzywdzące.
15.03.2024, 00:39 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 15.03.2024, 08:34 przez Iselin.)
(14.03.2024, 23:56)Fanuel napisał(a): Ale przecież, gdyby jakiś medialnie znaczący odsetek ludzi zaczął głosić, że im to przeszkadza to na lewicy subiektywizm jednostek byłby przedstawiany jako argument przeciw jajkom w przestrzeni publicznej.
Nie znasz się To zależy od tego, kim byliby ci ludzie. Czy byliby uznani za osoby godne współczucia, a ich problemy za ważne. Gdyby ci ludzie byli "nie tacy", problem z jajkiem zostały raczej wyśmiany.
(14.03.2024, 23:56)Fanuel napisał(a): Ejej. To nie było milczenie. Myśmy na własne życzenie pozbyli się pierwotnych rytuałów, które kształtowały ludzkie zachowania. Wszystkie rytuały przejścia, żałoby, narodzin itd. to uległo zatarciu i nie mamy nic lepszego w to miejsce.
Coś w tym jest. Mam wrażenie, że dużo gorzej niż poprzednie pokolenia radzimy sobie z przeżywaniem chociażby żałoby. Z drugiej strony jednak rzeczywiście rozwija się komunikacja, wydaje mi się na przykład, że coraz więcej osób zwraca uwagę na to, żeby dopuszczać innych do głosu.
- Myślałem, że ty nie znasz lęku.
- Mylisz się. Lęku nie zna tylko głupiec.
- A co robi wojownik, kiedy czuje strach?
- Pokonuje go. To jest w każdej bitwie nasz pierwszy martwy wróg.
Już prędzej praca z jungowskim archetypem Cienia. Akceptacja, że nie da się działać skutecznie wbrew mechanizmom dziedziczonym po przodkach, również i tych, którzy ludźmi nie byli.
(14.03.2024, 23:56)Fanuel napisał(a): Ja widzę tutaj niezrozumienie na poziomie meta. Ergo o łamaniu strachu przed konfrontacją, zefciu o zjebach z brakami emocjonalnymi.
No nie. Ja nie mówię o „zjebach z brakami emocjonalnymi”. Mówię o tym, że Ergo z jakiegoś dziwnego powodu stawia w tym samym rzędzie szlachetne i odważne postawienie się władzy z podłym gnębieniem słabszych. I sam tutaj na tym forum praktykuje jedno i drugie i uważa, że jedno i drugie ma taką samą wartość terapeutyczną dla niego.
Cytat:O tym, że w brutalnym świecie trzeba przyjąć świadomą postawę przetrawienia i przetrwania bólu, choćby wielkiego, tak aby uwierzyć we własną wartość płynącą z niezbywalnego poczucia, że jest się wartościowym mimo, że czyny i słowa innych mogą w to uderzać.
No i wszystko ładnie pięknie, dopóki sobie nie wymyślimy, że skoro cierpienie jest takie uszlachetniające, to powinniśmy zacząć uszlachetniać innych.
Cytat:Bo obecnie gwałtem i przemocą może być subiektywne zachowanie
Sorry, ale obecnie mamy w naszym Sejmie dyskusję, czy uznanie za gwałt każdego stosunku seksualnego bez zgody nie zabije romantyczności. Więc szczym do ludu?
Cytat:Lęk przed jajkiem sadzonym. To realny problem dla dziewczyny, która ze strachu mdleje na widok jaja. Pokonanie tej fobii to będzie osobisty sukces tej osoby. Niemniej zakaz spożywania jajek sadzonych, bo subiektywnie kogoś niepokoi i uraża nie ma sensu. Ale przecież, gdyby jakiś medialnie znaczący odsetek ludzi zaczął głosić, że im to przeszkadza to na lewicy subiektywizm jednostek byłby przedstawiany jako argument przeciw jajkom w przestrzeni publicznej.
Bardzo lubię, jak ktoś w argumentacji używa absurdalnych przykładów fikcyjnych. Mam wtedy przez chwilę poczucie, że świat realny jest tak zajebisty, że niczego nie trzeba w tym świecie zmieniać.
(14.03.2024, 10:36)bert04 napisał(a): Weź nie pierdol. Widocznie nigdy nie dostałeś tak porządnie wpierdol, nie od jednej osoby, ale od całej klasy. Nigdy nie doświadczyłeś ośmieszania publicznie, upokarzania, wyzywania tak, że cię skręcały kiszki. Zdrady zaufania za każdym pierdolonym razem, kiedy już myślałeś, że nie, tym razem to może nie będzie to samo co zwykle. Weź te swoje gadki o "dostawałeś wpierdol i sam wpierdalałeś" wsadź sobie w rzyć, bo nie masz pojęcia, o czym mówisz. Ja dziś dochodzę do pięćdziesiątki i ciągle czuję, jak to mi psychę zrypało. Ciągle widzę, jak w kontaktach z innymi facetami zawsze oczekuję ataku, zdrady, podcięcia nogi, jak to mi na psychę leci i kształtuje zachowanie, jak drobne wydarzenia wrzucają mnie spowrotem do podstawówki.
Masz w sumie rację więc odwołuję tamtą część tekstu.
Cytat:I nie, nie wmówił mi to żaden terapeuta ani inny psychomaniak, sam reflektuję nad moimi "dziwactwami" w kontaktach socjalnych, dlaczego nigdy nie potrafiłem zaufać i do dziś nie potrafię drugiej osobie. A wiem przy tym, że nawet nie jestem na końcu skali, bo u mnie to było w większości psychiczne znęcanie, że są przypadki gorsze.
A nie sądzisz, że właśnie rozmowa z profesjonalistą mogłaby jakoś pomóc? Z tego co piszesz o nich, to raczej nie darzysz tego zawodu szacunkiem.
Cytat:No nie wiem, czy Twoja powyższa gadka była teraz sarkazmem czy nie, bo dokładnie tak samo pisałeś przed chwilą. Następnym razem może oznacz jakimś "/s". Na razie zostawiam swój powyższy rant bez edycji. Potraktu to jako rant do osoby opisanej jak wyżej.
Dalej twierdzę, że osoby ze starszego pokolenia nie rozumieją dzisiejszego pokolenia i dlatego bagatelizują ich problemy twierdząć, że to moda na traumę.
Cytat:Powiem tyle, uczymy się rozmawiać. Kształtujemy język, żeby komunikować o tych problemach. Dla niektórych jest to nowomowa, dla innych po prostu uzupełnianie braków językowych po tym wielowiekowym milczeniu.
Nie wiem dlaczego więc dobry terapetua miałby być złym pomysłem?
Ergoproxy napisał
Cytat:Podejrzewam, że ma doskonałe pojęcie, tylko zawsze stał po drugiej stronie wpierdolu, przez co skalibrował sobie mózg do myślenia...
Ja myślę, że sam potrzebujesz kalibracji mózgu abyś zaczął pisać tak, aby dało się to zrozumieć. Sam się nad nikim nigdy nie znęcałem, wbrem twoim niedorozwiniętym insynuacjom i również miałem swoje przeżycia ale przecież nie jestem z tamtego pokolenia więc to tylko pewnie wymysły, bo panuje "moda na traumę"