03.06.2026, 14:57
Podróże (wizja)
Odbyło się ich bez liku. Większość w celach naukowych, aby poznać przeszłość, odkryć tajemnice, zrozumieć świat. Część odbywała się w ramach ulepszania. Trudno je wszystkie wymienić, wiele sięgało czasów, po których nie zostało żadne świadectwo. Te liczące kilka tysięcy lat odnotowano w najstarszych kronikach.
Głównie wybierano tych, których cechowała największa w danych czasach łagodność. Powierzano im dość oczywiste nauki. Wskazówki dotyczyły początkowo tego, by nie grabić sąsiadów, nie gwałcić kobiet, nie zabijać sierot. Później spisano te nauki w formie listy, która była łatwa do zapamiętania, nie zbyt długa, aby coś zapomnieć, ani nie za krótka, aby pominąć coś ważnego. Podróżnicy pojawiali się więc, w różnych okresach historii i od tamtej chwili zaczynało się dziać nowe. Rzecz jasna, tak to postrzegano przez długi czas, aż okazało się, że nic nie jest nowe ani nic nie jest stare, a początek i koniec wypada w tym samym momencie.
Otwieranie portali nie umknęło uwagi ludzi w żadnych czasach. Niewielu je widziało na własne oczy, ale ci którzy widzieli byli pod takim wrażeniem, że relacje te przekazywane ustnie lub na piśmie pozostały. Oczywiście, widziano światło, które towarzyszy zstępowaniu, zebrane niczym gąbką przez całą podróż. A więc błysk, światło. Jednego z mędrców nazwano nawet na jego cześć. W innych sytuacjach wspominano o otwarciu przejścia wprost w powietrzu, jakby powstała dziura w przestrzeni. Głównie jednak wspominano o blasku, którego w żaden sposób nie dało się ukryć, zwłaszcza gdy do otwarcia dochodziło w nocy.
W mniejszych projektach ograniczano się do wysłania pary zapowiadającej nadchodzące zdarzenie. To miało przygotować ludzi, aby nie doznali szoku, albo po prostu, by mogli wykonać to, co nachodziło. Jak zawsze przyczyna łagodnie mieszała się ze skutkiem, a skutek z przyczyną, a ludzie działali wedle własnej woli, wykonując to, co było z góry wiadome.
Większe projekty wymagały dokładnego planu i poświęcano im dużo więcej pracy. Bywało, że ze względu na trudności komunikacyjne decydowano się prezentować przekaz ustami współczesnych. Człowiek od dziecka był przygotowywany, aby zrealizować plan, a dzięki zrozumieniu realiów epoki udawało mu się to dużo lepiej niż gdyby wysłać zapowiadaczy. I w takim przypadku nie obywało się bez szoku. Gestor nauki po osiągnięciu dorosłości był inicjowany, to znaczy uświadamiano mu cel misji, bywało że przedstawiano główne punkty planu. To robiło wrażenie i budziło niepokój. Ograniczano się do głównych punktów, aby człowiek nie utracił wrażenie sprawczości. Przedstawienie zbyt wielu punktów planu miałoby zgubny skutek, zamieniając człowieka w maszynę bezwolnie wykonującą to, co nieuchronne.
Wszystko to było konieczne, ponieważ taka była nasza wola i dobroć. I to ona zdecydowała, że to co było, już było i miało się zdarzyć.
Przez wieki, ba, przez tysiąclecia mechanizm udoskonalania pozostawał niemożliwy do wytłumaczenia współczesnym. Wymiar towarzyszący czasowi był nieznany, a sam czas odbierano jako linię prostą, biegnącą bez przerw i zakłóceń stale w przód i w nieskończoność. Nadzieja na wytłumaczenie planu pojawiła się wraz z odkryciem elastyczności czasu, choć to był dopiero początek. Dopiero poznanie kształtu świata i praw rządzących wymiarami, stworzyło teorię naukową będącą podwaliną podróży. W końcu zaczęto dostrzegać znaki, zostawione jako wskazówki. Pewne zdarzenie, które przyjmowano jako oczywistość i nie zastanawiano się nad nimi, nabierały nowego sensu i stawały się proste. Może nawet teraz się to dzieje, skoro teraz jest zawsze?
Sam mechanizm nie był jednak najważniejszy, istotne było, co przekazywano. Wielu zaangażowanych w szerzenie wiedzy poniosło największą ofiarę, aby przyśpieszyć przyswajanie i skrócić czas cierpienia miliardów. Ich wola, ich strach i ich odpowiedzialność nie były przypadkowe. Chwała im!
Podróże trwały przez tysiąclecia, aż osiągnięto cel. Dziś jeszcze odbywają się podróże naukowe, ponieważ ciekawość ludzka nie zna granic, a historia nadal kryje wiele zagadek. Czasem nawet drobnych, których rozwiązania są zaskakujące i zawsze cieszą serce. Cóż jeszcze można dodać? Podróż to podróż. W końcu nam spowszedniała.
Odbyło się ich bez liku. Większość w celach naukowych, aby poznać przeszłość, odkryć tajemnice, zrozumieć świat. Część odbywała się w ramach ulepszania. Trudno je wszystkie wymienić, wiele sięgało czasów, po których nie zostało żadne świadectwo. Te liczące kilka tysięcy lat odnotowano w najstarszych kronikach.
Głównie wybierano tych, których cechowała największa w danych czasach łagodność. Powierzano im dość oczywiste nauki. Wskazówki dotyczyły początkowo tego, by nie grabić sąsiadów, nie gwałcić kobiet, nie zabijać sierot. Później spisano te nauki w formie listy, która była łatwa do zapamiętania, nie zbyt długa, aby coś zapomnieć, ani nie za krótka, aby pominąć coś ważnego. Podróżnicy pojawiali się więc, w różnych okresach historii i od tamtej chwili zaczynało się dziać nowe. Rzecz jasna, tak to postrzegano przez długi czas, aż okazało się, że nic nie jest nowe ani nic nie jest stare, a początek i koniec wypada w tym samym momencie.
Otwieranie portali nie umknęło uwagi ludzi w żadnych czasach. Niewielu je widziało na własne oczy, ale ci którzy widzieli byli pod takim wrażeniem, że relacje te przekazywane ustnie lub na piśmie pozostały. Oczywiście, widziano światło, które towarzyszy zstępowaniu, zebrane niczym gąbką przez całą podróż. A więc błysk, światło. Jednego z mędrców nazwano nawet na jego cześć. W innych sytuacjach wspominano o otwarciu przejścia wprost w powietrzu, jakby powstała dziura w przestrzeni. Głównie jednak wspominano o blasku, którego w żaden sposób nie dało się ukryć, zwłaszcza gdy do otwarcia dochodziło w nocy.
W mniejszych projektach ograniczano się do wysłania pary zapowiadającej nadchodzące zdarzenie. To miało przygotować ludzi, aby nie doznali szoku, albo po prostu, by mogli wykonać to, co nachodziło. Jak zawsze przyczyna łagodnie mieszała się ze skutkiem, a skutek z przyczyną, a ludzie działali wedle własnej woli, wykonując to, co było z góry wiadome.
Większe projekty wymagały dokładnego planu i poświęcano im dużo więcej pracy. Bywało, że ze względu na trudności komunikacyjne decydowano się prezentować przekaz ustami współczesnych. Człowiek od dziecka był przygotowywany, aby zrealizować plan, a dzięki zrozumieniu realiów epoki udawało mu się to dużo lepiej niż gdyby wysłać zapowiadaczy. I w takim przypadku nie obywało się bez szoku. Gestor nauki po osiągnięciu dorosłości był inicjowany, to znaczy uświadamiano mu cel misji, bywało że przedstawiano główne punkty planu. To robiło wrażenie i budziło niepokój. Ograniczano się do głównych punktów, aby człowiek nie utracił wrażenie sprawczości. Przedstawienie zbyt wielu punktów planu miałoby zgubny skutek, zamieniając człowieka w maszynę bezwolnie wykonującą to, co nieuchronne.
Wszystko to było konieczne, ponieważ taka była nasza wola i dobroć. I to ona zdecydowała, że to co było, już było i miało się zdarzyć.
Przez wieki, ba, przez tysiąclecia mechanizm udoskonalania pozostawał niemożliwy do wytłumaczenia współczesnym. Wymiar towarzyszący czasowi był nieznany, a sam czas odbierano jako linię prostą, biegnącą bez przerw i zakłóceń stale w przód i w nieskończoność. Nadzieja na wytłumaczenie planu pojawiła się wraz z odkryciem elastyczności czasu, choć to był dopiero początek. Dopiero poznanie kształtu świata i praw rządzących wymiarami, stworzyło teorię naukową będącą podwaliną podróży. W końcu zaczęto dostrzegać znaki, zostawione jako wskazówki. Pewne zdarzenie, które przyjmowano jako oczywistość i nie zastanawiano się nad nimi, nabierały nowego sensu i stawały się proste. Może nawet teraz się to dzieje, skoro teraz jest zawsze?
Sam mechanizm nie był jednak najważniejszy, istotne było, co przekazywano. Wielu zaangażowanych w szerzenie wiedzy poniosło największą ofiarę, aby przyśpieszyć przyswajanie i skrócić czas cierpienia miliardów. Ich wola, ich strach i ich odpowiedzialność nie były przypadkowe. Chwała im!
Podróże trwały przez tysiąclecia, aż osiągnięto cel. Dziś jeszcze odbywają się podróże naukowe, ponieważ ciekawość ludzka nie zna granic, a historia nadal kryje wiele zagadek. Czasem nawet drobnych, których rozwiązania są zaskakujące i zawsze cieszą serce. Cóż jeszcze można dodać? Podróż to podróż. W końcu nam spowszedniała.

