14.01.2020, 13:14
(14.01.2020, 08:58)ZaKotem napisał(a):(14.01.2020, 08:25)zefciu napisał(a): A mnie na skutek wypowiedzi ZaKotem zaczęło zastanawiać, czemu ja mam Wujka Jasia, Rysia i Tadzia, czy Ciocię Melę i Renię. Wiem, że nie mam co pytać, mamy, bo rodzice to intuicyjnie robią. Ale jest to ciekawy przyczynek do rozważań.
Zdrobnienia zbliżają emocjonalnie dany obiekt, sprawiają, że staje się swojski i bezpieczny. Jest to zupełnie naturalna i pożyteczna funkcja w przypadku członków rodziny, a nawet rzeczy. Nie ma nic zdrożnego w tym, że czyjemuś sercu bliski jest domek czy kawka, albo nawet pieniążki, aby tylko swoje. Gorzej, jeśli to wódeczka. Ludzie, którzy zdrabniają wszyściutko, jak ten urzędniczek od piecząteczek, sprawiają wrażenie jakichś wylękanych, a ten zabieg pełni funkcję "oznaczania terytorium", żeby je oswoić i mentalnie zabezpieczyć.
Natomiast w przypadku dzieci polskich obowiązuje obleśna konwencja upupiania. Naturalne jest, że dbamy o bezpieczeństwo swoich dzieci, a zazwyczaj i cudzym źle nie życzymy. Ale naprawdę nie jest tak, że dziecko z natury sra że strachu na widok psa lub pszczoły, i koniecznie trzeba je nazwać pieskiem lub pszczółką, żeby dziecko ochronić. Zresztą przecież piesek wciąż ma ząbki, a pszczółka żądełko i fizycznie nic się nie zmienia, po co to durne czarowanie? Kiedy dziecko zacznie posługiwać się językiem polskim, samo załapie regułę i zdrobni sobie to, co samo zechce.
Hmm... To może nie być tylko efekt zbliżający, ale kulturowy myk pozwalający na spokojne istnienie wielokulturowego i demokratycznego społeczeństwa. Skoro widząc dowolnego człowieka i przejaw jego kultury, jesteśmy w stanie przygarnąć go razem, ze wszystkim co przywlókł że sobą, z językiem i kulturą to jest najprostsza droga do tego aby sobie z nami żył spokojnie i Żydóweczka i Cyganeczka... I w zasadzie to miałoby nawet niezłe uzasadnienie źródłowe. Cygańscy królowie szkoli w Rz-plitej niedźwiadki zabawiający i królów i magnatów czy mieszczan. Żydzi jakkolwiek zawsze w Europie budzili niechęć, to tutaj raczej mieli oazę spokoju... Ciekawe też, że o wiele łatwiej zdrobnić nazwę narodową kobiet
Coś czuję, że Litwineczki, Bialorusineczki były jakoś szczerzej i radośniej włączane do wspólnoty
Sebastian Flak

