13.01.2020, 15:13
(13.01.2020, 12:58)Sofeicz napisał(a): Czyżby to była emanacja naszego wrodzonego, słowiańskiego infantylizmu?
No przepraszam, ale wyjeżdżasz teraz kosmopolitanczykiewiczowym wyśmiewaniem się z polskiego. Zdrobnienia są w Polszczyźnie częścią mowy, dużo częściej używaną, niż w innych mowach. I przede wszystkim, z reguły, zdrobnienia są zabarwione pozytywnie, służą m.in. do podkreślenia przywiązania lub sympatii. Lub poufałości. W Niemieckim przykładowo końcówki zdrobniające -chen und -lein często mają zabarwienie negatywne, ośmieszające. A angielskim, praktycznie, nie posiada ich, tam jest albo -y / -ie, albo "little ...".
I nie zapominajmy, że dzięki zdrobnieniom (i zgrubieniom) język polski potrafi tworzyć różnorodne nazwy własne. Kur to kogut, kurek to kranik. Lalka to zabawka dla dziecka, lala to raczej dla dorosłych facetów. Ciasto się piecze, ciastko raczej wyjmuje z paczki. Uszami się słyszy, ale uszka się zjada w barszczu. Przykładów można mnożyć. A i w poezji zdrobnienia często ułatwiają tworzenie rymów, co zwłaszcza po "sezonie na kolędy" powinno się przypomnieć.
PS:
Cytat:PS. Kiedyś czytałem nowe tłumaczenie Kubusia Puchatka, gdzie w przedmowie tłumaczka wspominała o problemach z wyrugowaniem tych infantylizmów, niejako przynależnych literaturze dziecięcej.
To tam, gdzie miś nazywa się Ferdzia Phi Phi?
Wszystko ma swój czas
i jest wyznaczona godzina
na wszystkie sprawy pod niebem
Koh 3:1-8 (edycje własne)
i jest wyznaczona godzina
na wszystkie sprawy pod niebem
Spoiler!

