To forum używa ciasteczek.
To forum używa ciasteczek do przechowywania informacji o Twoim zalogowaniu jeśli jesteś zarejestrowanym użytkownikiem, albo o ostatniej wizycie jeśli nie jesteś. Ciasteczka są małymi plikami tekstowymi przechowywanymi na Twoim komputerze; ciasteczka ustawiane przez to forum mogą być wykorzystywane wyłącznie przez nie i nie stanowią zagrożenia bezpieczeństwa. Ciasteczka na tym forum śledzą również przeczytane przez Ciebie tematy i kiedy ostatnio je odwiedzałeś/odwiedzałaś. Proszę, potwierdź czy chcesz pozwolić na przechowywanie ciasteczek.

Niezależnie od Twojego wyboru, na Twoim komputerze zostanie ustawione ciasteczko aby nie wyświetlać Ci ponownie tego pytania. Będziesz mógł/mogła zmienić swój wybór w dowolnym momencie używając linka w stopce strony.

Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Dobre życie dla każdego
#21
Teraz kilka uwag nt. zapisów z bardzo dawnych czasów. Oczywiście, nie odmawiam naszym przodkom wyobraźni, dziś można by zaliczyć ich dzieło do fantasyki. Jednak osobiście, nie uważam tych tekstów za fikcję literacką. Myślę, że raczej jest to zapis czegoś dotąd niezrozumiałego i dlatego traktowanego mistycznie. Proponuję spojrzeć na opisane wydarzenia okiem nauki, może jeszcze nie dzisiejszej, ale nauki jutra, możliwej już dziś do wyobrażenia.
Zwracam uwagę na pojawiające się tam pojęcie "z wysokości" używane do określenia konkretnego miejsca-krainy (z innych fragmentów wiadomo, że nie chodzi o położenie u góry) i zastanowić się, jak pasowałoby tu określenie "z wyższych wieków", czy mówiąc prościej "z przyszłych czasów". A także na powtarzający się obraz zjawiska świecącej chmury. Czy to magiczna kurtyna zasłaniająca prawdę, czy może realne zjawisko fizyczne i wrota do krainy "z wysokości"?
Sięgnąłem tu do mniej znanych źródeł, które są bardziej szczegółowe i rzucają trochę więcej światła na tę historię.

VIII

Podróże (starożytność)

W świątyni w Jerozolimie (J)
A oto znowu innym razem rzekł do nich:
- Ja odchodzę, a wy będziecie Mnie szukać i w grzechu swoim pomrzecie. Tam, gdzie Ja idę, wy pójść nie możecie.
Rzekli więc do Niego Żydzi:
- Czyżby chciał targnąć się na własne życie, skoro powiada: Tam, gdzie Ja idę, wy pójść nie możecie?
A On rzekł do nich:
- Wy jesteście z niskości, a Ja jestem z wysoka. Wy jesteście z tego świata, Ja nie jestem z tego świata.

Zdarzenia na prowincji (Mt, Łk, Mk)
Po sześciu dniach Jezus wziął z sobą Piotra, Jakuba i brata jego Jana i zaprowadził ich na górę wysoką, osobno. Tam przemienił się wobec nich: twarz Jego zajaśniała jak słońce, odzienie zaś stało się białe jak światło. A oto im się ukazali Mojżesz i Eliasz, którzy rozmawiali z Nim. Ukazali się w chwale i mówili o Jego odejściu, którego miał dokonać w Jerozolimie.
Tymczasem Piotr i towarzysze byli zmorzeni snem. Gdy się ocknęli, ujrzeli Jego chwałę i obydwóch mężów, stojących przy Nim.
Gdy oni odchodzili od Niego, Piotr rzekł do Jezusa:
- Mistrzu, dobrze, że tu jesteśmy. Postawimy trzy namioty: jeden dla Ciebie, jeden dla Mojżesza i jeden dla Eliasza.
Nie wiedział bowiem, co należy mówić, tak byli przestraszeni.
Gdy on jeszcze mówił, oto obłok świetlany osłonił ich, a z obłoku odezwał się głos: To jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie, Jego słuchajcie!
Uczniowie, słysząc to, upadli na twarze i bardzo się zlękli. A Jezus zbliżył się do nich, dotknął ich i rzekł:
- Wstańcie, nie lękajcie się!
Gdy podnieśli oczy, nikogo nie zobaczyli, poza samym Jezusem.

Jerozolima - proces (Nk)
I wszedł znowu Piłat do pretorium i odwołał Jezusa na bok i rzekł do Niego:
- Czy Ty jesteś królem Żydów?
- Od samego siebie to mówisz, czy też inni ci to powiedzieli o Mnie?
- Alboż ja jestem Żydem? Twój naród i arcykapłani wydali mi Ciebie: cóż uczyniłeś?
- Królestwo moje nie jest z tego świata; jeśliby bowiem królestwo moje było z tego świata, słudzy moi walczyliby, abym nie został wydany Żydom. Teraz jednak królestwo moje nie jest stąd.
- Czyż więc Ty jesteś królem?
- Ty mówisz, że Ja jestem królem. Na to się narodziłem i przyszedłem na świat, aby dać świadectwo prawdzie. Każdy, kto jest z prawdy, słucha głosu mego.
- Cóż to jest prawda?
- Prawda jest z nieba.
- Czyż nie ma prawdy na ziemi?
- Patrz, jak ci, co głoszą prawdę, są sądzeni przez tych, którzy mają władzę na ziemi.

Noc po egzekucji (Pt, Mt)
Nazajutrz, to znaczy po dniu Przygotowania, zebrali się arcykapłani i faryzeusze u Piłata i oznajmili:
- Panie, przypomnieliśmy sobie, że ów oszust powiedział jeszcze za życia: Po trzech dniach powstanę. Każ więc zabezpieczyć grób aż do trzeciego dnia, żeby przypadkiem nie przyszli jego uczniowie, nie wykradli Go i nie powiedzieli ludowi: Powstał z martwych. I będzie ostatnie oszustwo gorsze niż pierwsze.
Rzekł im Piłat:
- Macie straż: idźcie, zabezpieczcie grób, jak umiecie.
I Piłat dał im centuriona Petroniusza i żołnierzy, aby strzegli grobu. A wraz z nimi udali się do grobu starsi i uczeni. Centurion, żołnierze i wszyscy tam będący, przytoczywszy wielki kamień, przyłożyli go do wejścia grobu i przyłożyli siedem pieczęci. A rozbiwszy namiot rozpoczęli straż.
Wcześnie, gdy świtał dzień sobotni, przybył tłum z Jerozolimy i okolicy, aby zobaczyć opieczętowany grób.
Wieczorem, po upływie szabatu Maria Magdalena, Maria, matka Jakuba, i Salome nakupiły wonności, żeby pójść namaścić Jezusa.
Ale w nocy, gdy zapadł zmrok i zajaśniały pierwsze gwiazdy, a grobu strzegły straże kolejno po dwóch, odezwał się wielki głos w niebie, i ujrzeli, jak otwarło się niebo i dwu mężów zstąpiło stamtąd odzianych wielkim blaskiem i zbliżyli się do grobu - strażnicy z lęku przed nimi zadrżeli i stali się jak martwi - a ów kamień, który zamykał wejście, stoczywszy się sam odsunął się na bok, grób się otworzył i obydwaj młodzieńcy weszli doń.
Gdy więc owi żołnierze ujrzeli to, obudzili centuriona i starszych – oni bowiem tam byli pełniąc straż, i gdy opowiedzieli im to, co ujrzeli, zobaczyli znowu trzech mężów wychodzących z grobu: dwu podtrzymywało jednego, krzyż im towarzyszył, a głowy dwu sięgały aż do nieba, podczas gdy głowa tego, który był przez nich prowadzony, przewyższała niebiosa.
I usłyszeli głos z nieba mówiący:
- Czy zwiastowałeś tym, którzy śpią?
I dała się słyszeć odpowiedź z krzyża:
- Tak.
Postanowili więc razem udać się i zawiadomić o tym Piłata. Gdy tak rozważali, ujrzeli znowu, jak niebo otwarło się i jakiś człowiek zstąpił z nieba i wszedł do grobu.
Gdy to ujrzeli ci, którzy byli z centurionem, jeszcze w nocy pospieszyli do Piłata, pozostawiając grób, którego byli strzegli, i opowiedzieli wszystko, co ujrzeli, a mówili w wielkim lęku:
- Prawdziwie, ten był Synem Bożym.
W odpowiedzi powiedział Piłat:
- Ja jestem czysty od krwi Syna Bożego. Wyście tego chcieli.

Jerozolima (Nk)
A gdy oni jeszcze siedzieli w synagodze pełni zdumienia z powodu Józefa, przybyli strażnicy, o których prosili Żydzi Piłata dla strzeżenia grobu Jezusa, aby przypadkiem nie przybyli uczniowie i nie ukradli Go. I oznajmili arcykapłanom i kapłanom, i lewitom, i mówili o tym, co się było przydarzyło: jak powstało wielkie trzęsienie ziemi:
- Ujrzeliśmy anioła zstępującego z nieba i jak odwalił on kamień od wejścia grobu, i jak siadł na nim; a jaśniał jak śnieg albo jak błyskawica. A my pełni lęku padliśmy jak martwi. I usłyszeliśmy głos anioła mówiącego do niewiast, które trwały przy grobie: „Nie lękajcie się, wiem, że szukacie Jezusa ukrzyżowanego. Nie ma Go tu, zmartwychwstał tak, jak powiedział. Nuże, patrzcie, to miejsce, gdzie spoczywał Pan! I biegnijcie szybko, powiedzcie Jego uczniom, że powstał spośród zmarłych i że jest w Galilei!”
Mówią Żydzi:
- Do jakich niewiast mówił?
Mówią strażnicy:
- Nie wiemy, kto to był.
Mówią Żydzi:
- O której to było godzinie?
Mówią strażnicy:
- O północy.
Mówią Żydzi:
- A dlaczego nie schwytaliście niewiast?
Mówią strażnicy:
- Byliśmy jakoby umarli ze strachu. Nie liczyliśmy nawet, że ujrzymy jeszcze światło dzienne; jak więc mogliśmy je schwytać?
Mówią Żydzi:
- Na Boga żywego, nie wierzymy wam!
Mówią strażnicy do Żydów:
- Ujrzeliście takie znaki dokonane na tym człowieku, a nie uwierzyliście: jak więc możecie nam wierzyć? I dobrze zaklęliście się na Boga żywego, bo ów żyje.
Mówią jeszcze strażnicy:
- Słyszeliśmy, że zamknęliście tego, który prosił o ciało Jezusa, że opieczętowaliście bramę, i że choć go tam zamknęliście, nie znaleźliście go tam. Dajcie nam Józefa, a my wam damy Jezusa!
Mówią Żydzi:
- Józef udał się do swego miasta.
Mówią strażnicy do Żydów:
- I Jezus zmartwychwstał, jak usłyszeliśmy od anioła, i jest w Galilei.
Gdy Żydzi usłyszeli te słowa, przelękli się bardzo i mówią:
- Oby nie usłyszano tych słów i oby wszyscy nie nawrócili się do Jezusa.
I Żydzi zwołali radę, zebrali dużo pieniędzy, i dali żołnierzom ze słowami: Powiedzcie: gdy spaliśmy, przyszli w nocy Jego uczniowie i ukradli Go. A jeśli dojdzie wieść do namiestnika, przekonamy go, aby was uwolnił od kary.
Oni więc wzięli pieniądze i mówili, jak ich pouczono.

Pożegnanie w Galilei (Nk, Łk, Mt, Mk)
Następnego dnia zasiadł Sanhedryn w synagodze i pytali ich tymi słowami:
- Czy naprawdę widzieliście Jezusa, jak siedział na górze Mamilch pouczając swoich jedenastu uczniów, i czy naprawdę widzieliście Go, jak został wzięty do nieba?
Odpowiedzieli im mężowie:
- Tak, widzieliśmy Go, jak został wzięty, i tak też opowiadaliśmy wam.
Mówi Annasz:
- Oddzielcie ich jednego od drugiego i zobaczymy, czy świadectwo ich jest zgodne.
I rozdzielili ich jednego od drugiego. I zawołali najpierw Adas, i rzekli doń:
- Jak widziałeś Jezusa wziętego do nieba?
Rzekł Adas:
- Gdy siedział jeszcze na górze Mamilch i pouczał swych uczniów, ujrzeliśmy, jak chmura zakryła Jego i Jego uczniów, i chmura podniosła Go do nieba, a Jego uczniowie padli na twarz na ziemię.
I zawołali Fineesa kapłana i zapytali go tymi słowami:
- Jak widziałeś Jezusa wziętego do nieba?
I odpowiedział tak samo.
Zapytali następnie Angajosa i on odpowiedział im tak samo.
Odpowiedz
#22
Oczywiście, mamy interpretację na poziomie wiedzy sprzed 2000 lat. Wydarzenia tej rangi musiały być zrozumiane jako magia lub boska moc. I ten sposób myślenia pozostał do naszych czasów. Czy przy obecnej znajomości praw fizyki, które już dziś wykraczają poza zwykłą intuicję, można zrozumieć je bardziej współcześnie? Może to koncepcja świata obok, dziś powiedzielibyśmy równoległego? No to zobaczmy...

IX

Przeznaczenie

1. Przypomnijmy sobie przede wszystkim, że Jezus zapowiada swoją śmierć:

"Odtąd zaczął Jezus wskazywać swoim uczniom na to, że musi iść do Jerozolimy i wiele cierpieć od starszych i arcykapłanów, i uczonych w Piśmie; że będzie zabity i trzeciego dnia zmartwychwstanie.
A Piotr wziął Go na bok i począł robić Mu wyrzuty:
- Panie, niech Cię Bóg broni! Nie przyjdzie to nigdy na Ciebie.
Lecz On odwrócił się i rzekł do Piotra:
- Zejdź Mi z oczu, szatanie! Jesteś Mi zawadą, bo nie myślisz o tym, co Boże, ale o tym, co ludzkie."

"A kiedy byli w drodze, zdążając do Jerozolimy, Jezus wyprzedzał ich, tak że się dziwili; ci zaś, którzy szli za Nim, byli strwożeni. Wziął znowu osobno Dwunastu i zaczął mówić im o tym, co miało Go spotkać:
- Oto idziemy do Jerozolimy i spełni się wszystko, co napisali prorocy o Synu Człowieczym: zostanie wydany arcykapłanom i uczonym w Piśmie. Oni skażą Go na śmierć i wydadzą poganom. I będą z Niego szydzić, oplują Go, ubiczują i zabiją, a trzeciego dnia zmartwychwstanie.
Oni jednak nic z tego nie zrozumieli. Rzecz ta była zakryta przed nimi i nie pojmowali tego, o czym była mowa."

Z jednej strony, można to tłumaczyć jako samospełniającą się przepowiednię i jakiś szaleńczy upór, żeby pójść. Z drugiej, jako faktyczną znajomość przyszłych zdarzeń.


2. Inny przykład:

"Jezus natomiast nie miał do wszystkich zaufania, dlatego że każdego znał i nie potrzebował niczyjego świadectwa o człowieku. Sam bowiem wiedział, co w człowieku się kryje."

No dobrze, może był „przenikliwy” albo miał inną boską moc? Dobrze, ale też może znał tych ludzi z wyprzedzeniem?

"Potem wszedł do Jerycha i przechodził przez miasto. A był tam pewien człowiek, imieniem Zacheusz, zwierzchnik celników, bardzo bogaty. Chciał on zobaczyć Jezusa, kto to jest, ale nie mógł z powodu tłumu, gdyż był niskiego wzrostu. Pobiegł więc naprzód i wspiął się na sykomorę, aby móc Go ujrzeć, tamtędy bowiem miał przechodzić.
Gdy Jezus przyszedł na to miejsce, spojrzał w górę i rzekł do niego:
- Zacheuszu, zejdź prędko, albowiem dziś muszę się zatrzymać w twoim domu."

Jakieś miasto po drodze. Mamy tłum ludzi taki, że ciężko coś dojrzeć. Powiedziałbym, że jest dużo ludzi. Przechodzimy obok drzewa i nagle mówimy do kogoś po imieniu. Czy to nie dziwne?
Ale może się znali wcześniej? - powie ktoś. No nie bardzo, skoro "chciał zobaczyć Jezusa, kto to jest". To wskazuje, że się nie znali. Jak widząc kogoś pierwszy raz, można znać jego imię?
A wiedząc, że tego dnia, w tym mieście, na drzewie będzie Zacheusz - czy nie byłoby proste go zawołać?


3. W dniu, zanim został pojmany, mówi do Piotra: „Nim kogut zapiej, trzy razy się mnie wyprzesz.” Piotr zaprzecza: „Nie, nigdy”. A potem to się dziej. Ludzie na dziedzińcu rozpoznają go, on trzy razy zaprzecza, że nie, nie zna Jezusa, nie wie, o co chodzi, nie jest jego uczniem, ucieka. Gdy robi to trzeci raz, pieje kogut.

"Powiedział Mu Piotr:
- Panie, dlaczego teraz nie mogę pójść za Tobą? Z Tobą gotów jestem iść nawet do więzienia i na śmierć. Życie moje oddam za Ciebie.
Lecz Jezus odrzekł:
- Życie swoje oddasz za Mnie? Powiadam ci, Piotrze, nie zapieje dziś kogut, a ty trzy razy wyprzesz się tego, że Mnie znasz.

Po upływie około godziny jeden ze sług arcykapłana, krewny tego, któremu Piotr odciął ucho, zaczął zawzięcie twierdzić:
- Ty naprawdę jesteś jednym z nich, bo też jesteś Galilejczykiem i twoja mowa cię zdradza. Czyż nie ciebie widziałem razem z Nim w ogrodzie?
Piotr znowu zaprzeczył, począł złorzeczyć, zaklinać się i przysięgać:
- Nie znam tego człowieka, o którym mówicie; i natychmiast kogut zapiał.
Wspomniał Piotr na słowo Jezusa, który mu powiedział: Zanim kogut zapieje, trzy razy się Mnie wyprzesz. Wyszedł na zewnątrz i gorzko zapłakał."


4. Podobnie z Judaszem:

"Lecz oto ręka mojego zdrajcy jest ze Mną na stole.
- Zaprawdę, powiadam wam: jeden z was Mnie zdradzi, ten, który je ze Mną.
Zaczęli się smucić i pytać jeden po drugim: Chyba nie ja? Chyba nie ja?
On im rzekł:
- Jeden z Dwunastu, ten, który ze Mną rękę zanurza w misie. Wprawdzie Syn Człowieczy odchodzi, jak o Nim jest napisane, lecz biada temu człowiekowi, przez którego Syn Człowieczy będzie wydany. Byłoby lepiej dla tego człowieka, gdyby się nie narodził.
A oni zaczęli wypytywać jeden drugiego, kto by mógł spośród nich to uczynić.

- Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Jeden z was Mnie zdradzi.
Spoglądali uczniowie jeden na drugiego niepewni, o kim mówi. Jeden z uczniów Jego - ten, którego Jezus miłował - spoczywał na Jego piersi. Jemu to dał znak Szymon Piotr i rzekł do niego:
- Zapytaj, kto to jest. O kim mówi?
Ten oparł się zaraz na piersi Jezusa i rzekł do Niego:
- Panie, kto to jest?
Jezus odparł:
- To ten, dla którego umaczam kawałek chleba, i podam mu.
Wtedy Judasz, który Go miał zdradzić, rzekł:
- Czy nie ja, Rabbi?
Odpowiedział mu:
- Ty to powiedziałeś.
Umoczywszy więc kawałek chleba, wziął i podał Judaszowi, synowi Szymona Iskarioty. A po spożyciu kawałka chleba wszedł w niego szatan. Jezus zaś rzekł do niego:
- Co chcesz czynić, czyń czym prędzej.
Nikt jednak z biesiadników nie rozumiał, dlaczego mu to powiedział. Ponieważ Judasz miał pieczę nad trzosem, niektórzy sądzili, że Jezus powiedział do niego: Zakup, czego nam potrzeba na święto, albo żeby dał coś ubogim.
A on po spożyciu kawałka chleba zaraz wyszedł. A była noc."


5. Jaka wspaniała świątynia – zachwycają się uczniowie. „Wiedzcie, że nie zostanie tu kamień na kamieniu”, zapowiada Jezus. Ciężko to było sobie wyobrazić uczniom. Świątynia stała setki lat, była z masywnych głazów. Ale Jezus miał rację. Dziś została z niej tylko „Ściana płaczu”. Wojen było wiele, więc prędzej czy później mogło do tego dojść. Nie ma jednak wątpliwości, że Jezus świadomie wypowiada się o przyszłości.


6. Kluczowa jest też zapowiedź epickich wydarzeń u kresu czasu - końca pewnej epoki:

"Skoro ujrzycie Jerozolimę otoczoną przez wojska, wtedy wiedzcie, że jej spustoszenie jest bliskie."
"Gwiazdy będą padać z nieba i moce na niebie zostaną wstrząśnięte. Ludzie mdleć będą ze strachu, w oczekiwaniu wydarzeń zagrażających ziemi."

"Albowiem dni owe będą czasem ucisku, jakiego nie było od początku stworzenia Bożego aż dotąd i nigdy nie będzie. Jedni polegną od miecza, a drugich zapędzą w niewolę między wszystkie narody. A Jerozolima będzie deptana przez pogan, aż czasy pogan przeminą."

Zapowiada otoczenie Jerozolimy przez wrogie wojska, zapowiada „gwiazdy” spadające z nieba i niszczące domu i zabijające ludzi. To widok niemal codzienny na Bliskim Wschodzie. Gwiazdy (ciała niebieskie) nie mogą spaść na Ziemię, ale rakiety, bomby i drony już tak. Ludzie będą w wielkiej trwodze. To raczej obraz współczesnych wojen niż tych ze starożytności. Prorocze wizje, których rzecz jasna nie da się sprawdzić. Ale niewątpliwie mowa o przyszłości.
Odpowiedz
#23
(17.08.2026, 20:29)Jaques napisał(a): Z jednej strony, można to tłumaczyć jako samospełniającą się przepowiednię i jakiś szaleńczy upór, żeby pójść. Z drugiej, jako faktyczną znajomość przyszłych zdarzeń.
Tak szczerze, to jako bardziej prawdopodobne wyjaśnienie nasuwa mi się po prostu dopisanie tego już po fakcie, aby ubarwić opowieść.

(31.07.2026, 18:01)Jaques napisał(a): Może to koncepcja świata obok, dziś powiedzielibyśmy równoległego?
Może tak być. I to, co napisałem wyżej może być zgodne z tym (ubarwienie opowieści z natchnienia polegającego na czerpaniu z jakiegoś równoległego świata duchowego).
May all beings be free.
May all beings be at ease.
May all beings be happy
Odpowiedz
#24
Masz rację, że to bardziej prawdopodobne, ale czy bardziej prawidziwe? Oczywiście, w pierwszej kolejności szukamy tych wyjaśnień, których doświadczyliśmy w życiu, tych rozwiązań, które znamy. Ufamy swojemu doświadczeniu. Fajnie, że na to zwróciłeś uwagę. Pewnie jeszcze prostsze wyjaśnienie jest takie, że cały tekst - łącznie z centralną postacią - jest wytworem wyobraźni. Można przyjąć, że to utwór czysto literacki.

No to jeszcze porcja przykładów, które już przygotowałem. Wszystkich nie wymienię, bo byłoby tego za dużo. Jeżeli to ubarwianie, to cała Ewangelia byłaby "kolorowanką". Ale pomyślę, czy to możliwe...

-------

7. Podobnie ma się sprawa z Samarytanką, którą Jezus spotyka w miasteczku Sychar przy studni. Prosi ją o wodę i rozmawiają. W pewnym momencie pada stwierdzenie:

"- Idź, zawołaj swego męża i wróć tutaj.
A kobieta odrzekła Mu na to:
- Nie mam męża.
Rzekł do niej Jezus:
- Dobrze powiedziałaś: Nie mam męża. Miałaś bowiem pięciu mężów, a ten, którego masz teraz, nie jest twoim mężem. To powiedziałaś zgodnie z prawdą."

Jakie jeszcze szczegóły padły poczas tej rozmowy? Nie wiadomo, zapewne nie wszystko zostało zapisane. Można się domyślać, że mogło to być coś więcej, bo spokanie kończy się tak:

" Kobieta zaś zostawiła swój dzban i odeszła do miasta. I mówiła tam ludziom:
- Pójdźcie, zobaczcie człowieka, który mi powiedział wszystko, co uczyniłam."


8. Podobnie, jak wcześniejszą znajomością osób czy zdarzeń, można wytłumaczyć wrażenie panowania nad siłami natury:

" Gdy zapadł wieczór owego dnia, rzekł do nich:
- Przeprawmy się na drugą stronę.
Zostawili więc tłum, a Jego zabrali, tak jak był w łodzi. Także inne łodzie płynęły z Nim.
Naraz zerwał się gwałtowny wicher. Fale biły w łódź, tak że łódź już się napełniała. On zaś spał na rufie na węzgłowiu. Zbudzili Go i powiedzieli do Niego:
- Nauczycielu, nic Cię to nie obchodzi, że giniemy?
On wstał, rozkazał wichrowi i rzekł do jeziora:
- Milcz, ucisz się!
Wicher się uspokoił i nastała głęboka cisza.
Wtedy rzekł do nich:
- Czemu tak bojaźliwi jesteście? Jakże to, nie macie wiary?
Oni zlękli się bardzo i mówili jeden do drugiego:
- Kim właściwie On jest, że nawet wicher i jezioro są Mu posłuszne?"

Jeżeli się wie, że burza się uciszy, że statek nie zatonie i nikt nie zginie, można być spokojnym.


9. Podobny spokój okazuje w sytuacji, gdy grozi mu niebezpieczeństwo z rąk władzy:

"W tym czasie przyszli niektórzy faryzeusze i rzekli Mu:
- Wyjdź i uchodź stąd, bo Herod chce Cię zabić.
Lecz On im odpowiedział:
- Idźcie i powiedzcie temu lisowi: Oto wyrzucam złe duchy i dokonuję uzdrowień dziś i jutro, a trzeciego dnia będę u kresu. Jednak dziś, jutro i pojutrze muszę być w drodze, bo niemożliwe, żeby prorok zginął poza Jerozolimą."


10. I ogólnie koncepcja uprzedzania o wydarzeniach jest obecna w Ewangelii od pierwszych stron, gdy Zachariasz, ojciec Jana Chrzciciela, oraz matka Jezusa są uprzedzani o narodzinach synów. Wiadomość przekazuje anioł Gabriel, co dziś kojarzymy z nadprzyrodzoną istotą, najczęściej z białymi skrzydłami. Taka koncepcja kojarzy się z mitycznymi podstaciami, wygląda bajkowo. Tymczasem skrzydła to wytwór sztuki: tak wyobrażano sobie anioły przed wiekami na obrazach. Natomiast mistyczna nazwa 'anioł' pochodzi od greckiego słowa angelos, które oznacza zwiastun. Znaczenie jest więc prozaiczne: chodzi o kogoś zapowiadającego przyszłe zdarzenia. Zapowiadacz nie jest duchem. To po prostu młody mężczyzna:

"W szóstym miesiącu posłał Bóg anioła Gabriela do miasta w Galilei, zwanego Nazaret, do Dziewicy poślubionej mężowi, imieniem Józef, z rodu Dawida; a Dziewicy było na imię Maryja.
Anioł wszedł do Niej i rzekł:
- Bądź pozdrowiona, pełna łaski, Pan z Tobą, błogosławiona jesteś między niewiastami.
Ona zmieszała się na te słowa i rozważała, co miałoby znaczyć to pozdrowienie.
Lecz anioł rzekł do Niej:
- Nie bój się, Maryjo, znalazłaś bowiem łaskę u Boga. Oto poczniesz i porodzisz Syna, któremu nadasz imię Jezus. Będzie On wielki i będzie nazwany Synem Najwyższego, a Pan Bóg da Mu tron Jego praojca, Dawida. Będzie panował nad domem Jakuba na wieki, a Jego panowaniu nie będzie końca.
Na to Maryja rzekła do anioła:
- Jakże się to stanie, skoro nie znam męża?
Anioł Jej odpowiedział:
- Duch Święty zstąpi na Ciebie i moc Najwyższego zacieni Cię. Dlatego też Święte, które się narodzi, będzie nazwane Synem Bożym. A oto również krewna Twoja, Elżbieta, poczęła w swej starości syna i jest już w szóstym miesiącu ta, która uchodzi za niepłodną. Dla Boga bowiem nie ma nic niemożliwego."

-------

Za wynalazcę motywu podróży w czasie uchodzi Herbert George Wells ze swoją słynną powieścią "Wehikuł czasu". W jego przypadku, historia jest opowiedziana z perspektywy podróżnika. Konstruuje on swój apart do podróży i udaje się w przeszłość i przyszłość. To końcówka XIX wieku.

W Ewangelii jest inaczej: nie widzimy wehikułu ani samych podróży (w każdym razie nie zbyt wyraźnie, bo spowija je dym, czy jakaś para i światło), za to co rusz natykamy się na zapowiadaczy i na zapowiedzi.

Swego czasu Stephen Hawking wydał w swoim college'u przyjęcie dla podróżników w czasie. Aby zapewnić, że przyjdą na nie wyłącznie autentyczni podróżnicy, rozesłał zaproszenia dopiero po fakcie(!). Jak sam pisze: "W dniu przyjęcia czekałem pełen nadziei, ale nikt się nie pojawił."
Odpowiedz
#25
Aby odrzucić przypuszczenie, że dopisano coś po fakcie, przydałoby się wskazać fragmenty, których nie dałoby się napisać 2000 lat temu. Podejmuję próby odnalezienia takich fragmentów, nie dlatego, że sam potrzebuję potwierdzenia (mnie przekonują inne argumenty), ale właśnie po to, aby znaleźć namacalny dowód, że jednak coś jest w tej historii.

X Kod

Wszyscy kojarzymy, czym są alegorie lub przypowieści. To metoda wykorzystywana w bajkach, czy też ogólniej w literaturze i języku. Mówimy o czymś nie wprost, tylko przez porównanie do innej sytuacji. Powód tego zabiegu może być różny. Czasem tak łatwiej coś wytłumaczyć, innym razem można w ten sposób coś przemycić (i np. ominąć cenzurę).

Przykłady:

"Królestwo niebieskie podobne jest do ziarnka gorczycy, które człowiek wziął i posiał na swej roli. Wprawdzie jest ono najmniejsze ze wszystkich nasion, lecz gdy wyrośnie, jest większe od innych jarzyn i staje się drzewem, tak że ptaki przylatują i gnieżdżą się na jego gałęziach."

"Królestwo podobne jest do człowieka, który ma na swym polu skarb, a nie jest tego świadomy. Po śmierci pozostawił go swemu synowi. Syn nie wiedząc o skarbie przyjął pole, ale je sprzedał. I przyszedł ten, który je kupił, i orząc odkrył skarb. Zaczął rozdawać pieniądze, a z każdego, który tego chciał, czynił sobie wspólnika."

"Uważajcie, czuwajcie, bo nie wiecie, kiedy ten czas nadejdzie. Bo rzecz ma się podobnie jak z człowiekiem, który udał się w podróż. Zostawił swój dom, powierzył swoim sługom staranie o wszystko, każdemu wyznaczył zajęcie, a odźwiernemu przykazał, żeby czuwał. Czuwajcie więc, bo nie wiecie, kiedy pan domu przyjdzie: z wieczora czy o północy, czy o pianiu kogutów, czy rankiem. By niespodzianie przyszedłszy, nie zastał was śpiących. Lecz co wam mówię, mówię wszystkim: Czuwajcie!"

Niektóre przykłady są "dziwne":

"Niemożliwe, aby człowiek dosiadał dwu koni, aby napinał dwa łuki." - o co chodzi? Ale to można skojarzyć z bardziej znanym: "Nikt nie może dwom panom służyć. Bo albo jednego będzie nienawidził, a drugiego będzie miłował; albo z jednym będzie trzymał, a drugiego zlekceważy. Nie możecie służyć Bogu i bogactwu."

"Szczęśliwy lew, którego zje człowiek. I lew stanie się człowiekiem. Przeklęty człowiek, którego zje lew. I człowiek stanie się lwem." - to nieco zagadkowe, ale i to można wytłumaczyć. Lew oznacza człowieka niedoskonałego, który swoje życie opiera na agresji wobec innych; człowieka prawego nazywa się tu po prostu człowiekiem; pożeranie zaś oznacza walkę dobra ze złem i zwycięstwo jednego lub drugiego. Człowiek, który wyrzeknie się agresji, stanie się łagodny, „pożre” dzikie zwierzę, które ma w sobie. W drugą zaś stronę: jeśli człowiek wybierze agresję, wówczas to lew „pożre” jego.

Ale to: "Wszysko ode Mnie wyszło i wszystko do Mnie dojdzie znowu. Rozłupcie drzewo, Ja tam jestem. Podnieście kamień, a znajdziecie Mnie tam."? To już trudniejszy przypadek. Nie będę ukrywał, że pierwsze zdanie pasuje jak ulał do moich teorii. Ale o co chodzi z tym drzewem i kamieniem?

Ten cytat pojawia się na początku jednego z filmów. Właśnie wtedy zobaczyłem go po raz pierwszy. Sam film był przeciętny, ale cytat zapamiętałem.

I tu dochodzimy do czegoś innego niż przypowieści i alegorie. Czy w tekście może ukrywać się coś innego? Inaczej zakodowanego.

Hipoteza wyrazów o podobnym brzmieniu. W Ewangelii znaleźć można wyrazy, które są używane w zaskakującym znaczeniu.

Dużo mówi się o chlebie:
- "chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj"
- "Królestwo Ojca podobne jest do kobiety, która wzięła trochę kwasu, wlała do mąki i zrobiła z niego wiele chlebów"
- "wziąwszy pięć chlebów i dwie ryby, spojrzał w niebo, odmówił błogosławieństwo, połamał chleby i dawał uczniom"
(to fragment z opisu rozmnożenia chlebów)
- "Ojciec mój da wam prawdziwy chleb z nieba. Albowiem chlebem Bożym jest Ten, który z nieba zstępuje i życie daje światu. Rzekli więc do Niego: Panie, dawaj nam zawsze tego chleba! Odpowiedział im Jezus: Jam jest chleb życia."
- "wziął chleb, odmówiwszy dziękczynienie połamał go i podał mówiąc: To jest Ciało moje, które za was będzie wydane: to czyńcie na moją pamiątkę"

Cóż to ten chleb? Jest to centralny symbol/znak w tekście, który opowiada o miłości. I ten znak oznacza dokładnie "miłość".
Moja hipoteza jest taka, że wyraz o podobnym brzmieniu do "miłość" to właśnie "chleb". I tak właśnie jest, gdy użyjemy języka angielskiego. Chleb, a dokładniej bochenek to "loaf", a miłość - chyba każde dziecko wie - "love".

Może to przypadek, więc weźmy inne słowo, które pojawia się w kluczowym momencie:
"Potem wziął kielich i odmówiwszy dziękczynienie rzekł: Weźcie go i podzielcie między siebie".
Mamy kielich, po angielsku "chalice", istnieje również "cherish" - które najkrócej można przetłumaczyć jako... kochać.

To już dwa przypadki.
Odpowiedz
#26
Oczywiście, każdy twardo stąpający po ziemi powie, że przecież 2000 lat temu na terenie Judei i Galilei nikt nie mówił po angielsku. A więc niemożliwe, żeby ktoś używał słów o brzmieniu podobnym do słów angielskich.

To chyba kwestia tego, że z której strony by nie podchodzić do czegoś niezwykłego, to proste uwzględnienie zdrowego rozsądku każe odrzucić każdy argument. Idziemy z jednej strony, zaczynając od podróży w czasie - natrafiamy na mur w postaci tego, że to zjawisko, którego nie znamy. Idziemy z drugiej, zaczynając od kodowania słów - natrafiamy na mur pt. "przecież oni nie znali angielskiego". Gdyby znaleźć jeszcze inny argument, to znów ta sama metoda rozumowania postawiłaby kolejny mur. Jeżeli nie dopuszczamy do siebie możliwości, że jest coś niezwykłego albo nieznanego, to oczywiście nie mamy szansy tego poznać. Przyjmowanie za pewnik zdroworozsądkowych prawd jest z jednej strony wygodnym uproszczeniem sobie życia, a z drugiej strony barierą ograniczającą badanie innych możliwości. Zdroworozsądkowe prawdy działają w 99% przypadków, ale nie zawsze.


XI Parodoks

Wrócę do bardziej bezpośredniej argumentacji tezy.

W "Ojcze nasz" padają słowa "chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj". Gdy przyjmiemy, że chleb oznacza miłość, to modlitwa ta jest prośbą o podzielenie się miłością. Co w takim razie znaczy "naszego"? Dlaczego prosimy o coś, co jest nasze? Otóż, przypuszczam, że owa "miłość" albo mówiąć ściślej "nauka o miłości" jest wytworem ludzi. Z tym że - uwaga! - nie w chwili obecnej, ale dopiero w przyszłości. To my sami, doskonaląc się przez wieki, podnosiliśmy swoje umiejętności życia społecznego i ten proces będzie trwał nadal. To, do czego dojdziemy za 100 czy 1000 lat jest właśnie - jak przypuszczam - ową "nauką o miłości", o której mówią słowa modlitwy.

Czy można to jakoś udowodnić? W jakimś stopniu, tak. Poszperałem i znalazłem ciekawą uwagę na temat słowa "powszedniego", zacytuję:

Hieronim (419 r.): 10 zamiast „Chleba nadziemskiego” [ac. supersubstantialis] czytamy mahar, co znaczy „jutrzejszy”

Zatem we wcześniejszych tekstach zamiast "powszedniego" stało słowo "nadziemskiego", a wcześniej "jutrzejszego". Sens brzmi więc: „Chleba naszego jutrzejszego” – to jest przyszłego – „daj nam dzisiaj”. Jest to prosty argument za tym, że prośba jest o przyszłe zasady moralne. Dowiadujemy się nawet dokładniej, jakie to zasady: "odpuszczamy naszym winowajcom".

Nie unikniemy też paradoksów typowych dla podróży w czasie. Kto oglądał "Powrót do przyszłości", pamięta, że bohaterowie unikają, żeby spotkać samych siebie w innych czasach. Bo wtedy... nie wiadomo, co się stanie. Anihilacja i wybuch? Tak sobie z paradoksem poradził scenarzysta tego filmu. Kto nie oglądał lub nie kojarzy, może sobie wyszukać hasło "paradoks dziadka".

W Ewangeliach też mamy tego typu paradoks, może nie tak łatwo widoczny, bo już się przyzwyczailiśmy do innej interpretacji. Bohaterem jest Jezus, a jego obecność w innym momencie historii określa się słowem Ojciec. Pierwsze skojarzenie Ojciec, to rodzic. No, nie. Nie o to chodzi, a dowiadujemy się o tym stopniowo:

1. Jezus dokonuje uzdrowienia w dzień wolny:

"Człowiek ów odszedł i doniósł Żydom, że to Jezus go uzdrowił. Właśnie dlatego Żydzi prześladowali Jezusa i szukali Go, aby Go zabić, bo takie rzeczy czynił w szabat. Lecz Jezus im odpowiedział:
- Ojciec mój działa aż do tej chwili i Ja działam."

i dalej czytamy:

"Dlatego więc usiłowali Żydzi tym bardziej Go zabić, bo nie tylko nie zachowywał szabatu, ale nadto Boga nazywał swoim Ojcem, czyniąc się równym Bogu. W odpowiedzi na to Jezus im mówił:
- Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Syn nie mógłby niczego czynić sam od siebie, gdyby nie widział Ojca czyniącego. Albowiem to samo, co On czyni, podobnie i Syn czyni. Ojciec bowiem miłuje Syna i ukazuje Mu to wszystko, co On sam czyni, i jeszcze większe dzieła ukaże Mu, abyście się dziwili."

Dowiadujemy się, że Syn "widzi" Ojca czyniącego i robi to samo. Ojciec przekazuje Synowi, wszystko, co sam czyni. Mocno zagadkowe sformułowania... chyba, że Ojciec jest po prostu starszym Synem i przekazuje mu w przeszłość informacje o tym, czego już doświadczył.

2. Inny razem w świątyni, Jezus przechadza się w portyku Salomona:

"Otoczyli Go Żydzi i mówili do Niego:
- Jak długo będziesz nas trzymał w niepewności? Jeśli Ty jesteś Mesjaszem, powiedz nam otwarcie.
Rzekł do nich Jezus:
- Powiedziałem wam, a nie wierzycie. Czyny, których dokonuję w imię mojego Ojca, świadczą o Mnie."

i potem:

"- Ja i Ojciec jedno jesteśmy.
I znowu Żydzi porwali kamienie, aby Go ukamienować."

Tu już Jezus wprost wyjaśnia, kim jest Ojciec. I można by próbować zinterpretować to jako metaforę "całkowitego oddania się woli Ojca", ale...

3. Nawet jego uczniowie, chodzący z nim przez lata, nie rozumieją, co znaczą te wszystkie mowy o Ojcu. Podczas Ostatniej wieczerzy Jezus tłumaczy, starając się wyjaśniać jak najprościej:

"- Skoro Mnie znacie, poznacie i mojego Ojca. Ale teraz już Go znacie i zobaczyliście.
Rzekł do Niego Filip:
- Panie, pokaż nam Ojca, a to nam wystarczy.
Odpowiedział mu Jezus:
- Filipie, tak długo jestem z wami, a jeszcze Mnie nie poznałeś? Kto Mnie zobaczył, zobaczył także i Ojca. Dlaczego więc mówisz: Pokaż nam Ojca? Czy nie wierzysz, że Ja jestem w Ojcu, a Ojciec we Mnie? Słów tych, które wam mówię, nie wypowiadam od siebie. Ojciec, który trwa we Mnie, On sam dokonuje tych dzieł. Wierzcie Mi, że Ja jestem w Ojcu, a Ojciec we Mnie."

Ile tu utracono przy tłumaczeniu i interpretacji tych słów? Moim zdaniem wiele, ale i tak sens tego uporczywie powtarzanego stwierdzenia jest oczywisty: Jezus mówi, że jest Ojcem.

To oczywiście paradoks, tajemnica. Ale jest też możliwe wyjaśnienie, że mamy tu do czynienia z "paradoksem dziadka". I to w innej formie niż w "Powrocie do przyszłości". Tu historia zdarzeń nie jest zaburzana przez starszą wersję bohatera. Bohater mówi, że wszystko, co robi, robi dokładnie tak, jak jego starszy odpowiednik.

Dla zainteresowanych: polecam poczytać o osiągnięciach fizyka, który nazywał się Kurt Godel. W szczególności, o jego rozwiązaniach "paradoksu dziadka".
Odpowiedz
#27
"Przez krótką chwilę na granicy snu i jawy widziałem świat bez wojny, taki prosty i oczywisty jak wschód słońca..."

XII Przekaz

My znamy przebieg zdarzeń z tekstu Ewangelii. Gdyby dziś wysłać w przeszłość wiadomość, mogłaby zawierać te informacje, które zachowały się w tekście. Wówczas osoba z przeszłości byłaby już uprzedzona o tym, co się wydarzy.

Czy coś wskazuje, że tak mogło być?

Po pierwsze, czy poznanie przyszłości nie byłoby pewnym szokiem dla odbiorcy takiej wiadomości? Wydaje mi się, że tak. Powiedzmy, że bohater dowiaduje się o swojej nadzywczajnej roli. Jak się zachowa? Poczuje strach, ekscytację, może zechce wykorzystać swoją władzę w innym celu?

Zobaczmy: Jezus przybywa się ochrzcić do Jana. Wychodzi z wody i niebo się otwiera i słyszy głos z nieba. Prawdopodobnie właśnie wtedy Jezus dowiaduje się o swojej roli i misji. "Wtedy Duch wyprowadził Jezusa na pustynię, aby był kuszony przez diabła. A gdy przepościł czterdzieści dni i czterdzieści nocy, odczuł w końcu głód."

Jest to opisane dość spokojnie, ale wygląda na bardzo emocjonalną ucieczkę od ludzi i szukanie czasu na przemyślenie sytuacji. Mamy też metaforyczne przedstawienie kuszenia: wiemy jakie myśli miał Jezus. Był głodny i pomyślał, skoro jestem Wybranym, to przemienię kamienie w chleb. Ale nie zrobił tego. Następnie pomyślał, że skoro ma wielką moc, to może latać. Wewnętrzny "zły doradca" kusił, aby się rzucił w dół, bo przecież nic mu się nie może stać. Nie zrobił tego. W końcu przyszły myśli, że mógłby rządzić światem. Musiałby co prawda odstąpić od misji, ale zyskałby władzę. Wybrał służbę dobrej sprawie.

Czy Jezus był wystraszony? Tego nie ma w kanonicznym tekście, w apokryficznym czytamy:

"Gdy zobaczycie podobnego wam, zwykle cieszycie się. Jeśli jednak oglądacie wasze obrazy, które powstały przed wami, które nie umierają ani nie ukazują się - to jak wiele zniesiecie?"

Jezus zobaczył swoje przeznaczenie i wywarło to na nim wielkie wrażenie. Z czasem niepewność ustąpiła i mówił o sobie: "Szczęśliwy ten, który istniał zanim się stał."

Również uczniowie chcieli poznać przyszłość:

"Rzekli uczniowie do Jezusa: Powiedz nam, w jaki sposób nastanie nasz koniec? Odrzekł Jezus: Czy odkryliście już początek, żeby dopytywać się o koniec? Tam gdzie jest początek, tam będzie i koniec. Błogosławiony, kto stanie na początku i pozna koniec, i nie zakosztuje śmierci."

Jest na widoku jeszcze jeden fragment, który mówi o tym, że tekst Ewangelii mógł być kluczowy. Fragment od zawsze zagadkowy - początek tekstu Jana:

"Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga, i Bogiem było Słowo. Ono było na początku u Boga. Wszystko przez Nie się stało, a bez Niego nic się nie stało, co się stało."

Greckie "logos" ma szersze znaczenie niż polskie „słowo”. Może oznaczać m.in. słowo, wypowiedź, rozum, myśl, zasadę czy sens. A więc wskazywana jest pewna "wypowiedź" lub "wywód", który ukształtował przebieg zdarzeń. Zdecydował o wszystkim, a bez niego nic by się nie wydarzyło (z tego co się wydarzyło).

A to notatki przypisywane Tomaszowi:

"Ja jestem światłością, która jest ponad wszystkimi. Ja jestem Pełnią, Pełnia wyszła ze mnie, Pełnia doszła do mnie. Rozłupcie drzewo, ja tam jestem. Podnieście kamień, a znajdziecie mnie tam."

Znów mamy wyjście i dojście, początek i koniec Wszystkiego w jednym miejscu albo czasie.

Co do dalszych słów tego fragmentu mogę się mylić, że chodziło tu o przekazanie słów o podobnym brzmieniu. Drzewo "tree", a "three" to trzy. Można by więc to zrozumieć, że Jezus jest częścią Trójcy. Może kamień to nie "stone" ani "rock"? Kamień, który można podnieść, to "pebble", co brzmi podobnie jak "bible". Rzecz jasna, w Biblii również znajdziemy Jezusa. Choć trzeba uczciwie przyznać, że taka metoda odczytywania daje dużą swobodę i przydałoby się więcej przykładów, aby się do niej przekonać.
Odpowiedz
#28
XIII Podwójni

Stosujemy podwójną moralność. Na co dzień uznajemy, że zabijanie ludzi jest niedopuszczalne. Brzydzą nas mordercy. Karzemy ich surowo. Ale gdy jest wojna, zabijamy bez opamiętania.

Na co dzień wiemy, że podpalanie cudzego domu albo fabryki jest złe. Ale gdy jest wojna, nie wahamy się podpalać domów i fabryk innych ludzi. I myślimy, że to sukces, że tak trzeba.

Uczymy się na historii o rycerzach, którzy walczyli mieczami, dziurawili swoje ciała, podrzynali sobie gardła. To wydaje się tak odległe, barbarzyńskie i niedorzeczne. A gdy na paradzie żołnierz błyska bagnetem, czy nie wiemy, że będzie go wbijał w brzuch lub twarz innego człowieka?

Niedorzeczne czasy nie minęły, bo my nie przestaliśmy być niedorzeczni. Bo nie pracujemy nad rozwojem ludzkości i pokoju, tylko wybieramy drogę na skróty: dalsze zbrojenie, wymyślanie coraz gorszych broni.

Wisi nad nami miecz Damoklesa - wojny konwencjonalnej i wojny totalnej. Rakiety z głowicami jądrowymi cały czas są wycelowane we wszystkie miasta. A my nic nie robimy, żeby go zdjąć i żyć w normalnym świecie.

Czy to kwestia czasu, aż się wszyscy pozabijamy? Czy będziemy bez końca ścierać się ze sobą, walczyć w imię wspólnot lokalnych? Czy zawsze będziemy ulegać szaleństwu?

Skończyć z tym można jednocząc się ponad dotychczasowymi podziałami: geograficznymi, kulturowymi, politycznymi. Mamy wielki potencjał dobrej woli. Na całym świecie są rzesze ludzi - myślę, że większość z nas do nich należy - którzy na codzień są dobrzy i tacy chcą pozostać.

To kwestia tego, co stawia się na pierwszym miejscu. Czy dobro, czy coś innego? Gdy stawiamy na pierwszym miejscu zyski, władzę, a dobro na dalszym, to świat wygląda tak, jak teraz wygląda.

Na całym świecie nie brak ludzi, którzy jako wartość cenią dobro. Wyzwanie polega na użyciu go, na sprzeciwieniu się zbrodniom, wojnie i wszelkiej niesprawiedliwości, która nas dotyka.

Nie wystarczy czekać, aż ktoś inny naprawi problemy świata.

Nie wystarczy stać z boku i nie przeszkadzać.

Trzeba zapytać siebie, co wybierasz: dobro czy zło?

Trzeba dążyć do zjednoczenia ludzi w imię dobra, pracować nad pokojem, budować lepszy świat i dobre życie.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości